Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziarna. Pokaż wszystkie posty

Ciasteczka z ziarnami vol. 2

U mnie w domu najszybciej schodzą właśnie ciasteczka. Ciasto czasem może leżeć i leżeć, ale jak się do ciastek rodzinka dorwie, to pod koniec dnia śladu po nich nie ma. Jedyny sposób to po upieczeniu schować je do innego pokoju, a gdy wystygną, szybko do szczelnego pudełka i zachomikować w jakiejś szafce. Nie zawsze skutkuje, bo u mnie to rodzinne, że każdy w mig wyniucha, gdzie są upatrzone przekąski, ale jak się często schowki zmienia, to czasem coś zostanie. Już kilka razy miałam sytuację, że mam gości, chcę wyjąć do kawy ciasteczka, a tam pusta pucha. Dlatego z reguły robiąc jakiekolwiek przysmaki, produkujemy je w masowych ilościach. Skutkuje to siedzeniem w kuchni po 3 godziny, ale przynajmniej mam pewność, że jakiś ułamek z tych 60-80 ciastek zostanie :) Poprzednie ciastka były rozlewane, ale kiedyś mama robiła z ciasta ugniatanego. Po przejrzeniu wszystkich zeszytów i karteluszek, w końcu udało nam się znaleźć TEN właściwy. Tak jak poprzednie te też nie są mocno słodkie. Dobór ziaren zależy od upodobań, ja zastosowałam sprawdzoną, ulubioną mieszankę.

Ciasteczka kombinowane

Właściwie to już dawno temu miałam je zrobić. Różne rodzaje ziaren czekały kupione w szafce, aż będę miała chwilę czasu, ale zawsze coś innego wpadało. Dziś też nie byłam pewna, czy damy radę je zrobić, bo jechaliśmy z rodzicami na grzyby i pobudka była o 5 rano. A po powrocie mieliśmy jeszcze masę rzeczy do zrobienia w domu. Na szczęście krótka drzemka popołudniowa trochę przywróciła mnie do stanu używalności i jednak ciasteczka powstały. Co prawda nie do końca takie, jak miały być, ale też smaczne. Można je nazwać "ciastka na winie", bo co się nawinie to do ciastek :)

Dynia po raz drugi

Jak już raz się dynię rozkroiło, to trzeba coś z resztą zrobić, bo przecież żal, żeby się owocówki dobrały (lub w moim przypadku dzikie balkonowe biedronki). No to postanowiłam spróbować zrobić chleb dyniowy, taki najbardziej podstawowy jak się da, żeby roboty za dużo nie było.

Dyniowa pora

Są dosłownie wszędzie. Zerkają z targowego stoiska, mrugają z półki w markecie i puszą się z koszyka w osiedlowym sklepie. Z dyniowatych najczęściej wykorzystuję cukinię i kabaczka, które moja rodzina uprawia w ilościach (i wielkościach) masowych. Ale dynia tak kusiła i kusiła, że w końcu namówiła. Z dynią jak z arbuzem - nie da się kupić tak całkiem malutkiej. Mi się udało trafić 2 kg, co oznacza że na jednym przepisie się nie skończy. Na początek przepis w stylu bananowca, ale zamiast bananów jest świeża dynia, pestki z dyni i orzechy włoskie. Z delikatną nutą imbiru, lekko szczypiącą w język. Wykorzystałam do niego surową dynię, którą utarłam na drobnej tarce. To dopiero jest wyzwanie, szczególnie gdy dynia co chwila wyślizguje się z ręki. Ciasto ma formę zakalcowatego, ale nie jest zakalcem (tak jak brownie). Jest wyjątkowo mokre i lepkie, ale to z powodu ilości i formy użytej dyni.