Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytrusy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytrusy. Pokaż wszystkie posty

Na kwaśny początek dnia

Ponoć każda szanująca się blogerka rozpoczyna dzień od szklanki wrzątku z sokiem z cytryny, bo to dobrze działa na trawienie i pomaga w czasie diety. Mnie natomiast trudno jest nazwać szanującą się blogerką, bo ani nie jestem regularna w blogowaniu, ani nie czuję parcia na odchudzanie. Za bardzo lubię jeść - w tym oczywiście słodycze i inne puste kalorie, żebym dla utraty kilku kilogramów miała zaraz z nich rezygnować. Dlatego w tłusty czwartek oczywiście nie mogłam się oprzeć zjedzeniu kolejnej góry pączków. Mam już taką tradycję, że co roku jadę po pracy do sklepu i kupuję pączki z różnymi nadzieniami. W tym roku wyszło ich 13! Ale niestety latka lecą, więc brzuch też nie ten sam, co w czasach nastoletnich, zarówno od zewnątrz, jak i wewnątrz. Tym samym wystarczy, że powącham ciastko i nagle mam 3 cm więcej w biodrach. A gdy zjem górę słodyczy, zaczyna mnie boleć żołądek. Starość nie radość, ale w razie czego to lubię lilie, więc wiecie jaki wieniec wybrać, kiedy już żołądek wprowadzi mnie do grobu. Bo rezygnować ze słodyczy nie zamierzam!



Na upały tylko lody!

Trochę mnie nie było, ale nie zrezygnowałam z prowadzenia bloga. Najpierw choroba mnie wyeliminowała z jakiejkolwiek działalności, a potem nawał pracy - po chorobie nadrabianie zaległości, a potem zamykanie i przekazywanie wszystkiego przed urlopem. Okazało się, że podczas mojego wyjątkowo długiego stażu wykorzystałam bardzo mało przysługujących mi dni wolnych i nagle wyszło, że mam prawie 3 tygodnie wolnego do wykorzystania. A w pracy gorący okres. Zobaczymy jak to będzie wyglądało po moim powrocie :)

Na szybko, na świątecznie

Ehh z tą moją regularnością, to jednak ciężko jest. Już nawet nie pamiętam jak to jest mieć tyle czasu, żeby nie wiedzieć na co go poświęcić. Ale lubię to. Nie mam czasu na głupoty. Zajmuję się tylko tym, co jest dla mnie najważniejsze. I teraz w Święta też będę maksymalnie zajęta. Ale pamiętam o blogu. I mimo mojego zajęcia ciągle piekę i gotuję. Tylko czasu mi już brakuje na pisanie.

Karnawałowo - Alkoholowo

Choć uwielbiam muffinki, nie robię ich za często, a jeśli już to jednak wolę sprawdzone przepisy. Prawdopodobnie wynika to z tego, że łatwo je zepsuć. Gdy pierwszy raz zrobiłam muffinki, wyszły z zakalcem, a zjedzenie 12 sztuk samodzielnie (nie było nikogo do pomocy) trwało tydzień. Dzisiejsze jednak wyszły mi dokładnie tak, jak powinny.Są wyjątkowo słodkie, z dużą dozą alkoholu, więc ostrożnie z dawaniem im dzieciom. Jak się bawić, to z rozmachem. Dzisiejszy przepis był przeze mnie testowany w Sylwestra dwa lata temu i wyszedł perfekcyjnie. W moich blachach i papilotkach wychodzi ich 16, choć w oryginalnym przepisie (w gazetce Ciasta i Desery) jest podane, że na 12 sztuk (pewnie w rozmiarze amerykańskim). Przepis podaję z moimi modyfikacjami:

Czekoladowe zakończenie roku

Ostatni dzień roku trzeba jakoś uczcić. Jako że wybieram się do znajomych na imprezę większość kuchennych przygotowań mnie ominie. Po wigilijnych ciastach zostały już same okruszki, więc wypadałoby upichcić coś świeżego. A w głowie mam tylko jedną myśl "żeby nowy rok, mimo że z 13 na liczniku, był lepszy niż 2012". Wiele ponurych rzeczy się w nim wydarzyło. Często psujących całkowicie humor, bo ciągle te zdarzenia odczuwam. I skoro ten humor jest nie za bardzo dobry, to trzeba go jakoś poprawić. A czy jest coś, co poprawia humor lepiej niż czekolada? Dzisiaj więc przepis na ciasto czekoladowo-pomarańczowe. Pachnące i smakujące świętami i tak dobre, że już po jednym kawałku wszystkie myśli stają się... czekoladowe :) I z gatunku moich ulubionych, czyli na szybko. Oryginalny przepis znajdziecie na Kotlet.tv. Podaję z moimi niewielkimi modyfikacjami.

Po raz trzeci i na jakiś czas ostatni

No ile można z tą dynią? Rodzice przywieźli od babci taką wielgachną 5,5kg no i co z tym zrobić? Jak będzie leżeć to w końcu coś się w niej zalęgnie. No to stwierdziłam, że pójdzie na puree z dyni, potem wszystko wsadzić do słoików, zapasteryzować i będzie na inny termin. A tata tak chodził i chodził i coś o kompocie przebąkiwał. No i w końcu dosłyszałam "a jaki kompot z dyni jest dobry". I tak pomyślałam: kompot? Kurcze, w życiu nie słyszałam. Jedynie co, to w Harrym Potterze, ale to sok był przecież a nie kompot. No to stwierdziłam, że skoro taki dobry, to można by spróbować. I wiecie co, całkiem niezły wyszedł. Tylko ponoć moja babcia do zakwaszenia go dodawała octu, ale nie chciałyśmy z mamą ryzykować z tym octem i zastąpiłyśmy go cytryną i pigwą. Wyszedł dość słodki, z korzenną nutą, ale nie ulepek, czyli taki który świetnie pasuje do obiadu. A z owoców z soku będą racuchy! Ale o tym kiedy indziej, bo serio ta cała dynia już bokiem wychodzi ;)