Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hodowla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hodowla. Pokaż wszystkie posty

Be jealous

Dawno o moich chili nic nie pisałam. A są piękne. Cudowne wręcz! Nowa trucizna sobie z przędziorkami poradziła, więc spokojnie sobie rosną. Dziś ścięłam kilkanaście papryk z kilku krzaków, ale na prawdziwe zbiory jeszcze trzeba poczekać. Choć w tym roku będą wyjątkowo obfite. Praktycznie z każdego kwiatka mam zawiązkę owoców. Papryki, które przywiozłam z Londynu, także wspaniale owocują. Niestety ich dojrzewanie opóźniła strasznie długa zima. W zeszłym roku o tej porze zebrałam już 0,5 kg papryki. Tym razem ledwie garść. Ale nie szkodzi. Do cierpliwych świat należy, a raczej piękne chili. Do końca października jeszcze wiele owoców zbiorę :) A teraz czas na zdjęcia :)

Zaczyna się

Początek marca to bardzo intensywny okres dla każdego hodowcy chili. Moje nasionka wsiałam na początku lutego i po podliczeniu wszystkich okazało się, że mam 23 gatunki! Choć miałam bardzo zły humor, kiedy okazało się, że torebka z nasionkami Bulgarian Carrot, firmowana nazwiskiem Jamiego Olivera, nie zawierała nawet jednego nasiona! Przeciętnie 30 w torebce, moja była pusta! Nie fajnie. Na szczęście pozostałe torebki były już z zawartością. I oczywiście zasiałam także papryki, które miałam już w poprzednich latach. Jak tylko w lato papryki osiągnęły dojrzałość, wybrałam najładniejsze owoce z każdego krzaka i ususzyłam je w całości. Kiedy przyszło do siania, po prostu przełamywałam owoc na pół i wysypywałam nasionka. Ja zawsze sieję na początku lutego, ponieważ w razie gdyby jakiś gatunek nie wyrósł, mam jeszcze czas na dosianie. Jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z chili, to jeszcze spokojnie zdąży :)

Badyle odbijają

Sezon się skończył. Trzeba było zrobić porządek z krzakami chili. Wszystkie zostały poobcinane ze swoich łysych gałęzi i właściwie niewiele z nich zostało. Najbardziej obcięte zostały habanero, ponieważ wątpliwe jest, żeby dały radę przetrwać zimę. główny pień odstaje z ziemi może na 4 cm. Zresztą pozostałe papryki tez tak wyglądają. Zachowane zostały jedynie te gałązki, które są świeże lub mają zaczątki liści. Po dwóch tygodniach od zabiegów widać już efekty. Pojawiają się pierwsze zawiązki nowych gałązek

Drugie Żniwa

Przyszedł czas na kolejne cięcie chili. Liście na większości krzaków spadają i robią się żółte. Niestety, ale większość z nich już długo nie porośnie. Mam kilka krzaków, które bardzo chcę przezimować, ale czy się uda, to jedna wielka niewiadoma. Brat przyleciał z Londynu na urlop i przywiózł mi nawozy do chili. Może za ich pomocą uda mi się trochę wzmocnić moje ukochane roślinki. Szczególnie te, których mam zaledwie po jednym krzaczku. Zauważyłam, że chili, które mają już 2 i 3 lata, zdecydowanie lepiej owocują, są bardziej odporne na zmiany pogodowe i ataki szkodników. Ale żeby taką papryczkę przechować, trochę wysiłku trzeba w to włożyć.

Dwulatka Bird's Eye już ma dość tegorocznego sezonu

Żniwa!

Moje chili powoli tracą liście i usychają, niestety nadszedł czas na te największe krzaki. Jako pierwsze pod nożyczki poszły Bell, Pepperoni i najmniejszy krzak żółtego Habanero. To znaczy póki co obcięłam im owoce i bezlistne gałęzie, ale wątpię czy jeszcze coś z nich będzie. Niestety Pepperoni po raz kolejny zostało zaatakowane przez przędziorka. Wybitny pasożyt, robiący na całej roślinie delikatne pajęczynki, powoduje że liście powoli żółkną i odpadają, kwiaty też i nawet niedojrzałe owoce. Oczywiście już nie pierwszy raz się to zdarza. Za pierwszym razem straciłam połowę mojej hodowli, bo nie wiedzieliśmy jak sobie z tym razić, a nic nie działało. W zeszłym roku w końcu znaleźliśmy odpowiednią truciznę. Niestety jej okres karencji to 4 tygodnie, więc zawsze przed użyciem, ścinam wszystkie owoce z rośliny (chyba że dopiero rosną, wtedy te 4 tygodnie im na krzaku miną). Przędziorka łatwo do domu przynieść na roślinach kupionych w marketach. Tu i tu są zdjęcia jak mniej więcej wygląda zaatakowana roślina. Teraz jak kupuję nowy krzak, nieważne zioła czy chili, najpierw dokładnie go opłukuję pod prysznicem, przeglądam każdy liść, czy przypadkiem nie ma na nich jaj i kładę do pokoju, gdzie jest najmniej roślin lub wcale (np. wiosną i latem to mój pokój, bo wszystkie lądują na balkonie). Przez około 2-3 tygodni roślina jest pod obserwacją, czy rośnie, coś po niej nie łazi, lata czy nie ma pajęczynek. W tym roku kupiłam mizerny krzaczek w Lidlu, niestety były już przebrane, a takiego gatunku nie miałam (potem się okazało, ze to inny niż było napisane na doczepionej tabliczce, ale też go nie miałam). Papryczka była zainfekowana przędziorkiem. Po podwójnym, obfitym spryskaniu trucizną i dokładnym wymyciu, krzak trafił na balkon. Dziś wygląda przepięknie, owoców ma bez liku, mnóstwo idealnie zielonych liści i mam nadzieję, że uda mi się go przezimować, bo krzaczek nie jest szeroki. Póki co jest tak idealnie zdrowy, że jeszcze owoców z niego nie ścinałam, choć też już się zaczerwieniły (choć miały być fioletowe).