Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mak. Pokaż wszystkie posty

Pourodzinowo

Znowu zaległości mi się na blogu narobiły. Staż zamienił się już w stałą pracę, więc obowiązków też mi przybyło. A moje dotąd dość spokojnie życie towarzyskie nagle stało się wyjątkowo intensywne. W domu jestem ledwo gościem i tak jak zdarza mi się piec i gotować, tak już czasu mi brakuje, żeby tu zamieścić. Ale się staram wszystko pogodzić i w końcu mi się uda wszystko rozplanować w czasie.

Ciasto zupełnie nieromantyczne

Witam was noworocznie ;) Tydzień czasu od Sylwestra, to właściwie już każdy trzeźwy być powinien? :) Dziś przepis nieco bardziej wymagający od poprzednich i niestety ale łatwo w nim o zakalec. Co w żaden sposób nie wpływa na jego smak, bo jest to moim, osobistym zdaniem, zupełnie obłędne ciasto.

Maku mamy w domu dostatek. Raz się zdarzyło, że przed samymi świętami nigdzie nie szło go kupić. A przecież maku schodzi na makówki, ciasta, babeczki itp i w końcu dorwaliśmy gdzieś dwie małe paczuszki, więc makówki były w porcji dosłownie symbolicznej. Od tej pory zawsze zaopatrujemy się dużo wcześniej. I tak kupowaliśmy, gdy tylko wpadł nam w oko. W ten sposób na święta okazało się, że maku mamy 3kg! Dobrze, że nie jest to produkt szybko się psujący. Choć właściwie u mnie nie grozi mu zmarnowanie. Mak po prostu uwielbiam. Wszelkiego rodzaju makowce, drożdżówki, ciasteczka - jak są z makiem, to pewnie są moje ulubione. Dzisiejszy przepis to ciasto, które właściwie mogę jeść bez przerwy. Najlepiej jak jeszcze jest gorące, ledwo wyjęte z piekarnika. Ale doskonale smakuje też jako dodatek do zimnego mleka. Lub Nutelli lub innego smarowidła słodkiego.

Strucla last minute!

Notka miała być wczoraj, ale niestety przez te zimowe roztopy rozłożyła mnie choroba. Ale nie martwcie się, nawet jeśli zabierzecie się za struclę z dzisiejszego przepisu jutro rano, na pewno zdążycie przed pierwszą gwiazdką. Idealny przepis dla tych, którzy jednak się z pieczeniem nie wyrobili. U mnie w domu to obowiązkowy punkt na Wigilię. Ponieważ jest postna, cały dzień się nią zajadamy, żeby dotrwać jakoś do wieczerzy. Z porcji wychodzą 2 strucle: jedna zostaje u nas, a druga wędruje do mojego brata.